Łódź -> Płock przez Oporów

Ostatni raz jechałem ponad 100 km chyba podczas maratonu rowerowego "Żądło Szerszenia" w 2012 roku. Potem jakoś nie było weny/okazji. Głównie wycieczki od 60 do 80 km. Co do wspomnianego maratonu, strasznie wtedy dostałem w tyłek. Było bardzo upalnie, dystans około 150 km, a ja czułem się w miarę mocny. Idealne warunki żeby się zagrzać...Wystartowałem z dość silną grupą (zgodnie z regulaminem grupy były dobrane losowo) i od razu poszło tempo w okolicach 34-35 km/h. Dobrze mi się kręciło, dawałem zmiany jak każdy. Pechowo jakoś na 30 km, przy moim prowadzeniu, babka wyjechała nam z podporządkowanej i trzeba było przyhamować. A wrócić do takiej predkości na rowerze to już nie takie proste. No i coś przestało żreć. Na 50 km odpuściłem grupę, bo już ledwo dawałem radę i zaczęła się mordęga. Po pierwsze generalnie za mało jadłem i piłem, szczególnie w taki upał. Nie było paliwa, nie było mocy, nie było mocy, psycha też siadała. Na 100 km na punkcie żywieniowym byłem tak słaby, że nie miałem siły jeść...Generalnie ledwo się dotoczyłem na metę. Pierwszy raz byłem bliski skurczy mięśni ud, którym zapobiegłem tylko tym, że przewidując je, zsiadłem z roweru i się porozciągałem przez minutę. Popełniłem mnóstwo błędów i zapewne też się nieco odwodniłem. No baran po prostu.
Ale dość już historyjek z morałem. Tym razem turystycznie miałem przejechać z Łodzi do Płocka. Fajne w ustalaniu trasy było to, że nie musiałem przejmowac się czy będzie asfalt czy nie. A trzeba powiedzieć, że około 10 km było drogami nieasfaltowymi w tym kilka km drogą o tragicznej wręcz nawierzchni. Ale o tym później. Z wyznaczonej przez google maps trasy postanowiłem zboczyć nieco w celu zwiedzenia zamku w Oporowie. W sumie wyszło około 114 km. Do tego na starcie wiatr z południa, więc warunki wymarzone.

DCIM100GOPRO

Ponieważ nie znałem znacznej części drogi dochodziła też kwestia nawigacji. Chciałem uniknąć zatrzymywania się co kilka km celem sprawdzenia, którędy jechać. Ceny nawigacji rowerowych do najniższych nie należą. Postanowiłem więc wykorzystać starego smartfona, Samsunga Galaxy Advance. Wgrałem na niego OruxMaps, wgrałem mapę offline, dokupiłem w Decathlonie wodoodoporne mocowanie do telefonu i już. W sumie nawigacja działała bardzo dobrze. Problemem takiego rozwiązania są dwie rzeczy: po pierwsze w słońcu bardzo słabo czytelny wyświetlacz, po drugie bateria. Jechałem około 4.20 h i pod koniec pojawił się komunikat, ze telefon wymaga ładowania. Jak się okazało pociągnął jeszcze około 1,5 h ale niepewność w takiej sytuacji to nic fajnego.
Wystartowałem w niedzielę około 9 rano. Dzień był bardzo ciepły, słoneczny. Początek trasy znałem na pamięć ale już po przekroczeniu autostrady A2 musiałem zacząć zerkać na nawigację.


DCIM100GOPRO


Na około 40 km była chyba najgorsza, jeśli chodzi o nawierzchnię, część drogi (zdjęcia na stronie głównej z rowerem pod drzewem). Były to jakies pozostałości asfaltu z "tarką". Jazda po tym to była straszna męka i "rzeźba". Chyba tylko na "fullu" dało by się tam jechać w miarę komfortowo.
Acha, pomny swych doświadczeń, nie zapominałem o piciu i jedzeniu. Piłem małymi łykami gdy tylko pomyślałem o bidonie, nawet gdy, pozornie, nie chciało mi się pić. Do 70 km zjadłem jednego batona zbożowego planując większy popas na terenie zamku. Zamek w Oporowie faktycznie robi wrażenie.


DCIM100GOPRO


Nie jest duży ale, z zewnątrz przynajmniej, do środka nie zaglądałem, dobrze zachowany. Ma też piękny park. Po wjechaniu przez bramę od razu poczułem przyjemny chłód od cienia, który rzucały stare, wielkie drzewa. Cień był taki, ze musiałem zdjąć okulary żeby dobrze widzieć gdzie jadę. Zamek otoczony jest fosą, w kórej urzęduje tyle żab, że jest tam aż głośno od ich skrzeczenia. Do tego w koronach drzew mieszka sporo ptaków, które dodają coś od siebie i robi się prawdziwy, acz naturalny, harmider.


DCIM100GOPRO
Na ławeczce przed zamkiem zjadłem tzw. "flapjacka". Jest to baton, a właściwie chyba owsianka upakowana w formie batonu. Grunt, że ma toto około 400 kcal co daje odpowiednią dawkę energii na dalszą jazdę.
Do Płocka dojechałem bez większych przygód i historii choć trzeba przyznać, że od około 85 km zaczął się mały kryzys. Na pewno był on związany także z tym, że już przed Oporowem, gdzieś na wysokości Kutna wiatr odkręcił się na północny i północno-wschodni, także wiał mi najczęściej prosto w twarz. Piłem jednak sporo izotonika i jakoś udało się wykrzesać energię na dojechanie na miejsce.


IMG_20160522_141342
Co ciekawe, chociaż nie zakładałem sobie żadnych osiągów, miałem całkiem niezła średnią, trochę ponad 25 km/h. Być może jest to wynikiem tego, że nie mogłem czasem odczytać swojej prędkości, bo słońce skutecznie uniemożliwiało mi odczyt danych ze smartfona i po prostu nie zawracając sobie psychy duperelami jechałem swoje. Ale jeśli wziąć pod uwagę, że część drogi biegła dość wymagającymi drogami gruntowymi, a ja też nie spinałem się na wynik, to uważam, że było bardzo dobrze. Może aż za, bo będę musiał wyrzucić z głowy chęć porównynawnia kolejnych wyników z tym. Oby nie, to znaczy, oby nie było takiego problemu. Po prostu - trzeba jechać swoje.



 

Komentarze

Popularne posty