Odkrywanie Lasu Wiączyńskiego, szutrami z Moskwy na Byszewy i przypomnienie sobie drogi z Dobrej do Modrzewia
Długą miałem przerwę w dłuższych wycieczkach. Oj, za długą. Jedna rzecz jeszcze się okazała. Mam w rowerze możliwość zamontowania błotników i kupiłem naprawdę dobre błotniki SKS ale niestety, przy skręcaniu haczę butem o błotnik. Nieznacznie ale jednak. Oczywiście da się jeździć ale trochę to blokuje psychę.
No, ale w kwietniu błotniki poszły w kąt, a ja chciałem zrealizować wcześniejszy plan. Często na szosie przejeżdżałem obok drogi prowadzącej do lasu, którego nie znałem. Raz nawet, gdy jeszcze nie miałem przełaja, wybrałem się tam góralem ale sam dojazd tam szosami był, hmm, upierdliwy. Pokręciłem się trochę ale nie pchałem się za daleko bo musiałbym wracać tą samą drogą, lub zaliczyć jeszcze więcej asfaltów na mtb, czego nie lubię. To zresztą wynik pozanania przyjemności jazdy na rowerze szosowym, kiedyś by mi to nie przeszkadzało ale teraz jak mam jechać asfaltami na góralu dalej niż 30 km...
No więc jak już mam tego przełaja, musiałem przejechać cały ten kompleks.
Tak też się stało i był to super pomysł. Jak się potem okazało czekało mnie jeszcze sporo szutrów.
Droga do Moskwy, owszem asfalt ale potem to już sieczka i to łącznie z jazdą przez budowę autostrady, gdzie po opadach było dość grząsko. Na tyle, że jechać się nie dało i o mały włos straciłbym buta...Było tez odkrywanie ścieżek/drózek jak na przykład ta w Byszewach w stronę Borchówki. Generalnie chyba podczas tej wycieczki w pełni doceniłem ten rower i zacząłem naprawdę cieszyć się jazdą na nim. Szczególnie podczas jazdy przez las. Mega! Potem już znanymi mi drogami dojechałem do Dobieszkowa. Też trochę szutrów, do których nie chciałoby mi się dymać góralem a tu, proszę, można przecież przełajem. No i droga z Dobrej do Modrzewia przez grzbiecik. Też sporo nauki.
Generalnie bardzo udana wycieczka!
No, ale w kwietniu błotniki poszły w kąt, a ja chciałem zrealizować wcześniejszy plan. Często na szosie przejeżdżałem obok drogi prowadzącej do lasu, którego nie znałem. Raz nawet, gdy jeszcze nie miałem przełaja, wybrałem się tam góralem ale sam dojazd tam szosami był, hmm, upierdliwy. Pokręciłem się trochę ale nie pchałem się za daleko bo musiałbym wracać tą samą drogą, lub zaliczyć jeszcze więcej asfaltów na mtb, czego nie lubię. To zresztą wynik pozanania przyjemności jazdy na rowerze szosowym, kiedyś by mi to nie przeszkadzało ale teraz jak mam jechać asfaltami na góralu dalej niż 30 km...
No więc jak już mam tego przełaja, musiałem przejechać cały ten kompleks.
Generalnie bardzo udana wycieczka!
Komentarze