Groundhopper, was I?

Jakoś ostatnio dotarło do mnie, że jest, być może od dłuższego czasu, moda na tak zwany groundhopping. Po krótce polega to na odwiedzaniu stadionów, a częściej nawet boisk w niższych ligach celem obejrzenia spotkań na nich rozgrywanych. Przy czym, z tego co rozumiem, dobrze jest zobaczyć kilka, kilkanaście spotkań w jeden weekend.

Ta definicja oczywiście z góry zakłada porażkę tezy zawartej w tytule, aczkolwiek biorąc pod uwagę czas, kiedy bawiłem się w oglądanie łodzkiej klasy A...może w jakimś stopniu wyprzedziłem modę, przynajmniej w naszym kraju.

Jak sięgam pamięcią zawsze przy okazji wszelkich podróży, gdy tylko w pobliżu odbywał Groundhoppersię jakiś mecz, starałem się go obejrzeć. No i jest to na pewno pierwsza rzecz różniąca mnie od obecnych grounhopperów. Oni jeżdżą żeby obejrzeć mecz, a ja oglądałem je przy okazji, no może poza jednym wyjatkiem ale o tym później.

Pamiętam rok 2006 i wakacje w Czechach. Okazało sie, że w tym czasie odbędzie się spotkanie Gambrinus ligi (wiem, wiem...za wysoko) pomiędzy Slavią Praha a Slovanem Liberec. Oczywiście nie mogłem odpuścić. Mecz był o dziwo taki sobie, mimo iż grali pretendenci do tytułu. Nie widziałem różnicy z ówczesną 'ekstraklasą'.

W 2008 roku w drodze do Rumunii prawie udało nam się z kolegami zaliczyć mecz niższej ligii słowackiej. Wypatrzyliśmy go z samochodu. Niestety, jak podjechaliśmy okazało się, że spotkanie właśnie się zakończyło.

Rok temu podczas wyjazdu majowego obejrzałem mecz Barycz Sułów-Orzeł Prusice. A w tym roku, podczas kawalerskiego kolegi zasiedliśmy na trybunach FK Jesenik.

GroundhopperGroundhopper

 

Poza tym zawsze staram sie znaleźć i odwiedzić lokalny stadion. I tak widziałem, z tych mniej ciekawych: Camp Nou, stadion Hajduka Split, a z ciekawszych: Stadion Evžena Rošického (stary stadion Slavii), stadion Vikinga Stavanger, stadion Tromso IL - najdalej na północ położonego klubu grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej swojego kraju, a tym roku w LE, czy też stadion Bristol Rovers.

Groundhopper

Osobny temat to Pisia Zygry. Przez pewien czas moi rodzice mieszkali w malowniczej wsi Lichawa, położonej nieopodal Zygier. Gdy jeszcze z nimi mieszkałem, czyli jakoś pod koniec lat 90-tych co drugi weekend kończyłem wycieczki rowerowe na meczach Pisi. Folklor wokół boiska oraz zaangażowanie na nim dawały mi kupę radości.

Po kilku latach, a dokładnie w roku 2010 postanowiłem sprawdzić co tam słychać w Zygierskim klubie. I tak się wkręciłem, że zaliczyłem nawet kilka wyjazdów. Po jakimś czasie stwierdziłem, że najwyższy czas aby klub dorobił się swojej strony. Założyłem takową (http://pisia-zygry.futbolowo.pl/) i przez jakiś czas ją prowadziłem. Niestety kontakt z ludźmi z Pisi nie był łatwy. Uzyskanie nazwisk zawodników graniczyło z cucem. Zresztą nie tylko tu spotkałem opór. Po kilku tygodniach dopytywania, okazało się, że klub nie ma swojego herbu. Wpadłem na pomysł konkursu, do którego każdy mógł przysłać swoją propozycję. Na zachętę skleciłem jakieś trzy herby. Niezbyt piękne, bo uzdolniony w tym kierunku nie jestem. Co się okazało..innych prac nie było. Jedyny plus jest taki, że do dziś Pisia Zygry ma herb mojego autorstwa. Tylko chyba nie ma się akurat czym chwalić, bo dzieło jest naprawdę...jakie jest.

Groundhopper

Co ciekawe powstała nowa strona klubu prowadzona znacznie bardziej an bieżąco: http://glkspisiazygry.futbolowo.pl/. Autorowi jest o tyle łatwiej, że sam jest zawodnikiem Pisi. Tak czy owak, brawa za żmudną pracę!

W każdym razie, jak patrzę na 'ekstraklasę', w której kopią się po czołach i jeszcze trzeba płacić żeby toto oglądać, to dochodzę do wniosku, że czasem naprawdę wolę obejrzeć niższe ligi. Bardziej nawet niż spotkania LM czy LE, bo w tych amatorskich zespołach nie grają pieniądze, to jest prawdziwy, surowy jak łopatka w mięsnym sport.

Ostatnio zresztą, dzięki stronie kartofliska.pl powrócił do mnie ten temat i zapragnąłem obejrzeć kilka spotkań z łódzkiej, szeroko pojętej 'okręgówki'. W zeszłym tygodniu ustawiłem sobie nawet tak wycieczkę rowerową coby obejrzeć starcie Polonii Andrzejów z Orłem Parzęczew, tylko...pomyliłem dni. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Zresztą gdybym chciał (z pewnych względów zawiesiłem szalik na kołku) dopingować swój ŁKS to w zasadzie czekałyby mnie nie mniej nie więcej tylko emocje piłkarskie podobne do tych, których oczekuję.

P.S. Tak jeszcze z innej beczki: byłem tez na kilku meczach hokeja: druga liga czeska - Hradec Kralove, pierwsza polska - GKS Jastrzębie vs GKS Tychy i pierwsza słowacka - Liptovsky Mikulas. I wiecie co...druga liga czeska była najlepsza!

Komentarze

Popularne posty