Sverige #2

Minęły dwa tygodnie od naszego przyjazdu do krainy wikingów. Nie jest to jakoś dużo czasu ale jakieś spostrzeżenia się klarują. Po pierwsze Polacy są zdecydowanie za bardzo zakompleksieni! Na przykład jeśli chodzi o ubieranie się. Przeciętny Szwed, w firmie dla której pracuje ubiera się podobnie albo gorzej niż nasi rodacy. Osławione sandały na skarpetki? Proszę bardzo!

Zdziwiło mnie też, że Szwedzi wcale jakoś super po angielsku nie mówią. To znaczy zależy oczywiście od osoby. Nota bene to także pozwoliło mi uwierzyć, że ze mną nie jest tak najgorzej w tym aspekcie, za co w zasadzie jestem im wdzięczny. W samej pracy są dość zorganizowani. Każdy ma swoje zadanie i tego trzymają się jak diabli. Ja, jako prawdziwy Polak niejednokrotnie wziąłbym sprawy w swoje ręce żeby coś przyspieszyć ale nie oni. Jak ktoś jest "tylko" (bo w tych labach to jest jednak nie taka prosta sprawa) od przepinania kabelków, to żadna osoba odpowiedzialna za instalację softu, mimo iż czeka bezproduktywnie, sama tego nie ruszy. No chyba, że w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. I dobrze, szanują swoją pracę, poza tym nie ma co uczyć ojca jak się dzieci robi. Jakoś ten Ericsson, bo o nim mowa, jest jednym z największych dostawców sprzętu dla operatorów sieci komórkowych na świecie.

Jedno co do tej pory jest dla mnie negatywne to ich chorobliwa poprawność polityczna. Cóż, ich kraj ich wybór. To dość szeroki temat i ociera się aż o wychowanie dzieci, które też jest dość specyficzne. Na plus jest na przykład, że dzieci, jeśli temperatura nie spada poniżej minus 15 C, spędzają naprawdę sporo czasu na dworze. Same przedszkola nie są za duże. Ale ponoć dzieci są bardziej pozostawione same sobie. To znaczy są jakieś tam zajęcia ale bez takiego ciśnienia jak u nas. I to mi się akurat podoba. Z drugiej strony nikt się z dziećmi, jak się mówi, nie pieści. Mają same sobie dawać radę. Ponoć, bo to przeczytana opinia. Faktem za to jest, że dziecko może donieść na rodziców na policję i ma się wtedy ogromne problemy. Z jednej strony ok, ale z drugiej może zdarzyć się, że dziecko po prostu wykorzysta taką możliwość z błahego, a nawet bez powodu. Poza tym choćby dlatego dzieci te są mniej grzeczne czy uprzejme, bo nikt im nie śmie zwrócić uwagi. Choć nie wiem ile akurat w tym prawdy.

Szwedzi jeżdżą na rowerach niezależnie od pory roku. I biegają. To i to robią masowo i dużo :). Co ciekawe nie zmienia to faktu, że jak na takie małe miasto ruch samochodowy rano i po południu, gdy ludzie jadą do/z pracy jest spory. Na arteriach, bo na osiedlach to się rozkłada. I tu uwaga dla łódzkiego ZDiT! Otóż istnieje coś takiego jak "zielona fala"! Tak, sam tego doświadczyłem tu kilkukrotnie. W ogóle o kulturze jazdy nie ma co pisać. Ona tu po prostu jest. Oczywiście też zdarzają się oszołomy ale znacznie rzadziej. Ja widziałem do tej pory dwóch ale nigdy w mieście. No i ruszanie ze skrzyżowań. Wreszcie nie muszę się wkurzać, gdy przeciętny polski mistrz kierownicy wrzuca bieg, gdy auto przed nim jest już w połowie skrzyżowania. Tu wszyscy ruszają naraz. I pewnie także dlatego nie ma w zasadzie korków, bądź są mniej odczuwalne.

Ceny. My spodziewaliśmy się najgorszego, szczególnie że mamy doświadczenia z Norwegii. I miło nas Szwecja zaskoczyła. Jest drożej, oczywiście, ale nie na tyle na ile się spodziewaliśmy. Ba, trafiają się rzeczy w podobnych cenach, a nawet tańsze, choć te zdecydowanie rzadko. No chyba, że mowa o ubraniach czy na przykład zegarkach i biżuterii. Obecnie trwają tu wyprzedaże. I to są naprawdę wy prze da że, a nie tani chwyt marketingowy jak w Polsce. Dość powiedzieć, że na przykład zegarek, który w Polsce kosztuje około 800 PLN można tu kupić za równowartość około 300 PLN.

Alkohol. Chciałoby się rzec-temat rzeka :). W zwykłych sklepach można kupić tylko alkohole do 3,5%. Jeśli chcemy coś mocniejszego, musimy udać się do specjalnego sklepu. Ja w Linko znalazłem dwa zupełnie przypadkiem. Jeden w dużym centrum handlowym i drugi w centrum miasta. Przypadkiem, bo mam zapasy z Polski, więc mi te sklepy do szczęścia potrzebne nie są. Myślałem, czy u nas by się to sprawdziło, ale stwierdziłem, że mamy zbyt nieudolną policję i meliny rosły by jak grzyby po deszczu. Poza tym, według ostatnich danych spożycie alkoholu w naszym kraju jest niższe niż na przykład w Niemczech czy Czechach, więc jaki miałoby to sens? No może poza takim, że (w przypadku lepiej działającej policji) trudniej byłoby żulom nabyć alkohol, a co za tym idzie rzadszy byłby widok zapijaczonych meneli leżących po bramach.

Generalnie póki co kraj ciekawy, zapewne ładny ale mieszkać na dłużej raczej bym tu nie chciał. Fajne, przynajmniej w Linkoping, jest to, że jest pełno zieleni, do parku mamy 10 minut, do mniejszego lasu około 15, a do większego pewnie z 20, choć tam jeszcze nie byliśmy.

A zdjęcia z miejsc, w których już byliśmy znajdziecie tutaj.

Komentarze

radek baranowski pisze…
Poziomski a co ty tam w ogóle robisz?
poziom pisze…
Jestem w delegacji do 6 marca. Pracuję w Ericpolu, którego największym klientem jest Ericsson. No i właśnie dla tegoż Ericssona pracuję.
Mundek pisze…
Ja tam nie rozumiem tego problemu z sandałami i skarpetami - idealne rozwiązanie jak jest za ciepło na buty a za zimno na sandały bez skarpet ...

Popularne posty