Pożegnanie 2016 i zmiany gadżeciarsko-techniczne
Podsumowanie roku 2016 oraz plany na 2017 będą w kolejnym poście, tym bardziej, że miłą niespodziankę zrobił mi serwis Strava...ale nie zdradzajmy zbyt wiele tutaj.
W ostatni dzień roku 2016 udało mi się odbyć całkiem przyjemną i, jak na porę roku i temperaturę powietrza, dość długą wycieczkę. Jak długą? Ha, o tym w drugiej części posta.

Przede wszystkim zima po koniec roku była dość uprzejma i sporo było słońca. Co prawda ja byłem na tyle zdeterminowany na przejażdżkę, że pewnie dopiero mocniejsze opady by mnie zniechęciły. Ale dzięki takiej aurze można było wypuścić się na dłużej i odbyć jakąś fajną wycieczkę. Ba, udało się nawet pojechać w nieznane. W sumie plan był początkowo inny. Też nieznane, też przez Tuszyn ale za Tuszynem miałem jechać na zachód. Kilka dni przed wycieczką jednak okazało się, że kolega wybrał się w te rejony i z Tuszyna pojechał na wschód i potem przez Wolę Kutową. Bardzo lubię okolice Woli Kutowej na rower. Jest tam to co lubię: bardzo mały ruch i całkiem fajne asfalty. Jeśli dodam, że akurat drogi między Wolą Kutową a Tuszynem nie znałem, to chyba wybór celu stał się jasny.

I, co tu dużo pisać, nie zawiodłem się! Co prawda tuż za Tuszynem ruch jakiś tam był ale po przejeździe nad autostradą, a już szczególnie po skręcie na północ w stronę Woli Kutowej...bajka! Zresztą, na tych kilku zdjęciach sami możecie zobaczyć jak było, A i tak nie oddają one rzeczywistości. Jeszcze tylko o ubiorze, bo pewnie wiele osób zastanawia się jak się ubrać podczas zimniejszych temperatur. Tym razem w mieście było około 0 st.C, poza miastem, podejrzewam że około -1, -2 st.C. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że niebo było czyste (większe odczucie ciepła) oraz że trochę jednak wiało (mniejsze odczucie ciepła :)). Ja miałem na sobie odzież termiczną z Decathlonu (gacie z serii narciarskiej, góra z serii dla biegaczy) długie, lekko ocieplane spodnie z wkładką (też Deca), cienki polar i bluzę rowerową. Żadnych membran ani drogich wdzianek. Polar jak i zimowe rękawiczki na rower, także Deca. Jedyne co mnie trochę zawiodło to ochraniacze na buty (buty: zwykłe rowerowe SPD, żadne zimowe). Mimo grubych skarpet pod koniec wycieczki palce u nóg troche mi marzły. No, ale to najtańsze i najcieńsze ochraniacze także pewnie do 5 st.C się sprawdzą. A do tej pory w niższych temperaturach dłużej niż godzinę, półtorej nie jeździłem.
No dobrze, ale ile w końcu "pykło"? Ha, i tu dochodzimy do tematu gadżetów oraz narzędzi, które do tej pory wykorzystywałem oraz które mam zamiar wykorzystywać podczas jazdy na rowerze. Po pierwsze jakość, w sensie jak najmniejszych przekłamań jeśli chodzi o zapisany ślad GPS zależy od urządzenia, które ten ślad zapisuje. Pod choinkę w tym roku sprawiłem sobie nawigację turystyczną. Długo łamałem się czy kupić typowo rowerową czy tą właśnie. Przede wszystkim chciałem kupić jak najtańszą, a ceny nawigacji dedykowanych na rower jak i tych turystycznych do najniższych nie należą. Poza tym chciałem taką z mapami, bo są też takie, która pokazują tylko kreskę i strzałki. Może są dobre na szosę ale co jak wjedziesz do lasu? No właśnie. Pod koniec dokonywania wyboru na placu boju zostały: Polar V650 oraz Garmin eTrex 20x. Polar to w zasadzie typowy licznik rowerowy z dużym, czytelnym (ponoć) wyświetlaczem i możliwością wgrania mapy 450x450 km. Potem wgrywamy ślad i możemy jechać. Poza tym można dodać czujnik prędkości, kadencji, mocy czy pracy serca. Z tych wszystkich interesował mnie tylko ten pierwszy. Dodać jednak trzeba, że Polar nie korzysta z popularnego protokołu Ant+ tylko z Bluetooth Smart. To nieco podraża zakup ewentualnych czujników. Poza tym ma dedykowaną baterię ładowaną przez port micro USB, która wytrzymuje około 10 h.
Garmin jest za to nawigacją typowo turystyczną z funkcją roweru. Nie da się tu podłączyć żadnych czujników, a zasilanie odbywa się za pomocą dwóch baterii AA (tzw. "paluszki") na których może pracować do 20 h.
Oczywiście najbardziej pasowałby mi Garmin Edge 820 lub 1000. Mają możliwość podpięcia czujników Ant+, baterie trzymają w nich co najmniej 15h oraz mają też autopauzę, zresztą tak jak i Polar i chyba każdy licznik rowerowy. Niestety kosztują niemal trzy razy tyle ile zapłaciłem za eTrexa. Trafiłem bowiem okazję i kupiłem ostatni egzemplarz w Decathlonie za 550 pln. Cena rynkowa to około 840 pln.
Najbardziej obawiałem sie braku możliwości podpięcia czujnika prędkości, jak się okazało, nie jest tak źle. Opierałem się na swoich doświadczeniach z jazdy z telefonem (możecie więcej poczytac tutaj) gdy bardzo często pomiar prędkości strasznie "pływał". A lubię wiedzieć jak szybko jadę. Po prostu. Na razie odbyłem jedynie dwie jazdy. Jedną krótką, około 20 km z włączonym GLONASS, czyli systemem jak GPS tylko rosyjskim, Garmin również go obsługuje co ma zwiększać jego dokładność. No i tą wycieczką już tylko na GPS. I w sumie, poza tym, że z GLONASS dużo szybciej łapie fixa (jakieś 3 sekundy, a przy samym GPS do 30 sekund) to raczej nie widziałem różnicy. Jaki minus widzę jak do tej pory? Wspomniany brak autopauzy. Garmina zaczyna liczyć aktywność w zasadzie od razu po włączeniu. Jest jeden trik, który trochę to niweluje i który zastosowałem. Stoper. Przed rozpoczęciem jazdy włączam stoper, a po zakończeniu wyłączam. Dzięki temu mam zapisaną aktywność w czasie spędzonym tylko na rowerze. Niestety, wszelkie czekanie na światłach, przejazdach kolejowych czy zwykły popas bądź przerwa na zrobienie foty będą wliczone do czasu aktywności i zaniżą średnią :). Próbowałem na jednym z postojów zrobić taki manwer: wyłaczyłem stoper i włączyłem gdy znów zacząłem jechać. Myślałem, że będą dwa ślady, które potem sobie połączę. Nic z tego, po prostu kontynuował rozpoczętą aktywność, a czas zapewne bierze od pierwszego danego dnia użycia stopera do ostatniego.
Cóż zawsze pozostaje, przynajmniej na krótszych trasach zapis śladu w telefonie. Ale...no właśnie. Co z tym dystansem?! Podczas wycieczki telefon zliczał aktywność za pomocą aplikacji Sports Tracker, z której do tej pory korzystałem. Wyszło 58,39km ze średnią 24,1 (co ciekawe po przerzuceniu tej aktywności do Stravy średnia spadła do 23,7 km/h). Gdy wrzuciłem do Stravy ślad z Garmina, wyszło 55,5km ze średnią 22,7...Różnica w średniej to jeszcze pikuś ale odległość? Przyjrzałem się śladom i wszystko się wyjaśniło. Ślad zapisany w telefonie zaczyna się później(!-mimo to jest dłuższy, co by było, gdyby telefon szybciej złapał fixa?) i przez pierwsze kilka km strasznie "myszkuje". Jechałem prostą jak drut ścieżką rowerową, a na śladzie sa jakieś zygzaki. Nie wierzycie? Proszę: przybliżcie sobie na mapie trasę i sprawdźcie szczególnie początek wycieczki. I porównajcie z tym śladem.

No dobrze, czyli wiadomo: Garmin - telefon 1:0 (choć jak dla mnie 10:0..). Ale czemu zamierzam powoli zrezygnować ze Sport Trackera na rzecz Stravy?
Po pierwsze, to o czym pisałem powyżej: ST przekłamuje. To znaczy, można poczuć się lepiej, bo średnia wyższa i w ogóle :). Ale czy o to chodzi? Po drugie, chcę zobaczyć jak Strava będzie się zachowywać jako głowna aplikacja do zapisu aktywności za pomocą telefonu. Po trzecie: bardziej podoba mi się wygląd Stravy. I po czwarte i piąte: relive (spójrzcie poniżej) oraz inne bajery (post z podsumowaniem roku).
[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_817588271_1483279997430.mp4"][/video]
W ostatni dzień roku 2016 udało mi się odbyć całkiem przyjemną i, jak na porę roku i temperaturę powietrza, dość długą wycieczkę. Jak długą? Ha, o tym w drugiej części posta.
Przede wszystkim zima po koniec roku była dość uprzejma i sporo było słońca. Co prawda ja byłem na tyle zdeterminowany na przejażdżkę, że pewnie dopiero mocniejsze opady by mnie zniechęciły. Ale dzięki takiej aurze można było wypuścić się na dłużej i odbyć jakąś fajną wycieczkę. Ba, udało się nawet pojechać w nieznane. W sumie plan był początkowo inny. Też nieznane, też przez Tuszyn ale za Tuszynem miałem jechać na zachód. Kilka dni przed wycieczką jednak okazało się, że kolega wybrał się w te rejony i z Tuszyna pojechał na wschód i potem przez Wolę Kutową. Bardzo lubię okolice Woli Kutowej na rower. Jest tam to co lubię: bardzo mały ruch i całkiem fajne asfalty. Jeśli dodam, że akurat drogi między Wolą Kutową a Tuszynem nie znałem, to chyba wybór celu stał się jasny.
I, co tu dużo pisać, nie zawiodłem się! Co prawda tuż za Tuszynem ruch jakiś tam był ale po przejeździe nad autostradą, a już szczególnie po skręcie na północ w stronę Woli Kutowej...bajka! Zresztą, na tych kilku zdjęciach sami możecie zobaczyć jak było, A i tak nie oddają one rzeczywistości. Jeszcze tylko o ubiorze, bo pewnie wiele osób zastanawia się jak się ubrać podczas zimniejszych temperatur. Tym razem w mieście było około 0 st.C, poza miastem, podejrzewam że około -1, -2 st.C. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że niebo było czyste (większe odczucie ciepła) oraz że trochę jednak wiało (mniejsze odczucie ciepła :)). Ja miałem na sobie odzież termiczną z Decathlonu (gacie z serii narciarskiej, góra z serii dla biegaczy) długie, lekko ocieplane spodnie z wkładką (też Deca), cienki polar i bluzę rowerową. Żadnych membran ani drogich wdzianek. Polar jak i zimowe rękawiczki na rower, także Deca. Jedyne co mnie trochę zawiodło to ochraniacze na buty (buty: zwykłe rowerowe SPD, żadne zimowe). Mimo grubych skarpet pod koniec wycieczki palce u nóg troche mi marzły. No, ale to najtańsze i najcieńsze ochraniacze także pewnie do 5 st.C się sprawdzą. A do tej pory w niższych temperaturach dłużej niż godzinę, półtorej nie jeździłem.
No dobrze, ale ile w końcu "pykło"? Ha, i tu dochodzimy do tematu gadżetów oraz narzędzi, które do tej pory wykorzystywałem oraz które mam zamiar wykorzystywać podczas jazdy na rowerze. Po pierwsze jakość, w sensie jak najmniejszych przekłamań jeśli chodzi o zapisany ślad GPS zależy od urządzenia, które ten ślad zapisuje. Pod choinkę w tym roku sprawiłem sobie nawigację turystyczną. Długo łamałem się czy kupić typowo rowerową czy tą właśnie. Przede wszystkim chciałem kupić jak najtańszą, a ceny nawigacji dedykowanych na rower jak i tych turystycznych do najniższych nie należą. Poza tym chciałem taką z mapami, bo są też takie, która pokazują tylko kreskę i strzałki. Może są dobre na szosę ale co jak wjedziesz do lasu? No właśnie. Pod koniec dokonywania wyboru na placu boju zostały: Polar V650 oraz Garmin eTrex 20x. Polar to w zasadzie typowy licznik rowerowy z dużym, czytelnym (ponoć) wyświetlaczem i możliwością wgrania mapy 450x450 km. Potem wgrywamy ślad i możemy jechać. Poza tym można dodać czujnik prędkości, kadencji, mocy czy pracy serca. Z tych wszystkich interesował mnie tylko ten pierwszy. Dodać jednak trzeba, że Polar nie korzysta z popularnego protokołu Ant+ tylko z Bluetooth Smart. To nieco podraża zakup ewentualnych czujników. Poza tym ma dedykowaną baterię ładowaną przez port micro USB, która wytrzymuje około 10 h.
Garmin jest za to nawigacją typowo turystyczną z funkcją roweru. Nie da się tu podłączyć żadnych czujników, a zasilanie odbywa się za pomocą dwóch baterii AA (tzw. "paluszki") na których może pracować do 20 h.
Oczywiście najbardziej pasowałby mi Garmin Edge 820 lub 1000. Mają możliwość podpięcia czujników Ant+, baterie trzymają w nich co najmniej 15h oraz mają też autopauzę, zresztą tak jak i Polar i chyba każdy licznik rowerowy. Niestety kosztują niemal trzy razy tyle ile zapłaciłem za eTrexa. Trafiłem bowiem okazję i kupiłem ostatni egzemplarz w Decathlonie za 550 pln. Cena rynkowa to około 840 pln.
Najbardziej obawiałem sie braku możliwości podpięcia czujnika prędkości, jak się okazało, nie jest tak źle. Opierałem się na swoich doświadczeniach z jazdy z telefonem (możecie więcej poczytac tutaj) gdy bardzo często pomiar prędkości strasznie "pływał". A lubię wiedzieć jak szybko jadę. Po prostu. Na razie odbyłem jedynie dwie jazdy. Jedną krótką, około 20 km z włączonym GLONASS, czyli systemem jak GPS tylko rosyjskim, Garmin również go obsługuje co ma zwiększać jego dokładność. No i tą wycieczką już tylko na GPS. I w sumie, poza tym, że z GLONASS dużo szybciej łapie fixa (jakieś 3 sekundy, a przy samym GPS do 30 sekund) to raczej nie widziałem różnicy. Jaki minus widzę jak do tej pory? Wspomniany brak autopauzy. Garmina zaczyna liczyć aktywność w zasadzie od razu po włączeniu. Jest jeden trik, który trochę to niweluje i który zastosowałem. Stoper. Przed rozpoczęciem jazdy włączam stoper, a po zakończeniu wyłączam. Dzięki temu mam zapisaną aktywność w czasie spędzonym tylko na rowerze. Niestety, wszelkie czekanie na światłach, przejazdach kolejowych czy zwykły popas bądź przerwa na zrobienie foty będą wliczone do czasu aktywności i zaniżą średnią :). Próbowałem na jednym z postojów zrobić taki manwer: wyłaczyłem stoper i włączyłem gdy znów zacząłem jechać. Myślałem, że będą dwa ślady, które potem sobie połączę. Nic z tego, po prostu kontynuował rozpoczętą aktywność, a czas zapewne bierze od pierwszego danego dnia użycia stopera do ostatniego.
Cóż zawsze pozostaje, przynajmniej na krótszych trasach zapis śladu w telefonie. Ale...no właśnie. Co z tym dystansem?! Podczas wycieczki telefon zliczał aktywność za pomocą aplikacji Sports Tracker, z której do tej pory korzystałem. Wyszło 58,39km ze średnią 24,1 (co ciekawe po przerzuceniu tej aktywności do Stravy średnia spadła do 23,7 km/h). Gdy wrzuciłem do Stravy ślad z Garmina, wyszło 55,5km ze średnią 22,7...Różnica w średniej to jeszcze pikuś ale odległość? Przyjrzałem się śladom i wszystko się wyjaśniło. Ślad zapisany w telefonie zaczyna się później(!-mimo to jest dłuższy, co by było, gdyby telefon szybciej złapał fixa?) i przez pierwsze kilka km strasznie "myszkuje". Jechałem prostą jak drut ścieżką rowerową, a na śladzie sa jakieś zygzaki. Nie wierzycie? Proszę: przybliżcie sobie na mapie trasę i sprawdźcie szczególnie początek wycieczki. I porównajcie z tym śladem.
No dobrze, czyli wiadomo: Garmin - telefon 1:0 (choć jak dla mnie 10:0..). Ale czemu zamierzam powoli zrezygnować ze Sport Trackera na rzecz Stravy?
Po pierwsze, to o czym pisałem powyżej: ST przekłamuje. To znaczy, można poczuć się lepiej, bo średnia wyższa i w ogóle :). Ale czy o to chodzi? Po drugie, chcę zobaczyć jak Strava będzie się zachowywać jako głowna aplikacja do zapisu aktywności za pomocą telefonu. Po trzecie: bardziej podoba mi się wygląd Stravy. I po czwarte i piąte: relive (spójrzcie poniżej) oraz inne bajery (post z podsumowaniem roku).
[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_817588271_1483279997430.mp4"][/video]
Komentarze