Podsumowanie roku 2016
Oczywiście będzie to podsumowanie stricte rowerowe. I całe szczęście, bo w życiu prywatnym był to słaby rok...chyba pierwszy raz w życiu mogę z całą powagą i przekonaniem napisać: oby następny był lepszy!
No ale dobra, jak to było w 2016?
Po pierwsze, nie licząc kilku, naprawdę kilku wycieczek wszystkie odbyły się na przełaju. Tych kilka to MTB i to głównie dlatego, że taki rower wziąłem na wakacje, gdyż woziłem wtedy czasem Córę w foteliku.
Po drugie znów byłem z rowerem w Szwecji, tym razem a jakże, z przełajem dzięki czemu odkryłem super szutry w okolicy Linkoping.
Po trzecie wreszcie było kilka "dłuższych" wycieczek. Na szosie rzadko jeździłem więcej niż 60 km. Dość powiedzieć, że w 2015 najdłuższa wycieczka to około 85 km. Tym razem przede wszystkim była trasa Łódź-Płock i jakieś 115 km. Dodatkowo dwie wycieczki po ponad 80 km. Tak naprawdę słabizna straszna, ale też wszystko bez planu i na spontanie także nie ma co narzekać. Szczególnie, że jakieś 2-3 miesiące jazdy straciłem przez specyficzną kontuzję...schodziły mi paznokcie z dwóch palców u rąk. Efekt zatrzaśnięcia drzwi auta na dłoni. Do tego dochodzi jeszcze budowa domu, która w tym roku była w stadium bardzo zajmującym moją osobę.
Koniec końców wyszło 1462 km. Według Stravy nieco mniej, ale nie przenosiłem tam wielu pomniejszych wycieczek czy dojazdów do pracy.
No właśnie, a jak to podsumowuje Strava? Proszę:
[video width="1280" height="960" mp4="https://d2ng42i1vocbzm.cloudfront.net/6008870.mp4"][/video]
No dobrze, czas na plany na 2017. Mam nadzieję, że dopisze zdrowie i budowa już nie będzie mnie tak absorbować...Lecimy:
I starczy. Jak to się uda (szczególnie trudny do osiągnięcia będzie pierwszy punkt) to będę zadowolony. Piękne jest to jak mi się zmieniła optyka. Już celem nie jest jakaś tam średnia, tylko ilość km. A i tak mam dziwne przeczucie, że to się przekuje na przeróżne osiągi co, naprawdę, mam gdzieś.
Wszystkiego rowerowego w 2017!
No ale dobra, jak to było w 2016?
Po pierwsze, nie licząc kilku, naprawdę kilku wycieczek wszystkie odbyły się na przełaju. Tych kilka to MTB i to głównie dlatego, że taki rower wziąłem na wakacje, gdyż woziłem wtedy czasem Córę w foteliku.
Po drugie znów byłem z rowerem w Szwecji, tym razem a jakże, z przełajem dzięki czemu odkryłem super szutry w okolicy Linkoping.
Po trzecie wreszcie było kilka "dłuższych" wycieczek. Na szosie rzadko jeździłem więcej niż 60 km. Dość powiedzieć, że w 2015 najdłuższa wycieczka to około 85 km. Tym razem przede wszystkim była trasa Łódź-Płock i jakieś 115 km. Dodatkowo dwie wycieczki po ponad 80 km. Tak naprawdę słabizna straszna, ale też wszystko bez planu i na spontanie także nie ma co narzekać. Szczególnie, że jakieś 2-3 miesiące jazdy straciłem przez specyficzną kontuzję...schodziły mi paznokcie z dwóch palców u rąk. Efekt zatrzaśnięcia drzwi auta na dłoni. Do tego dochodzi jeszcze budowa domu, która w tym roku była w stadium bardzo zajmującym moją osobę.
Koniec końców wyszło 1462 km. Według Stravy nieco mniej, ale nie przenosiłem tam wielu pomniejszych wycieczek czy dojazdów do pracy.
No właśnie, a jak to podsumowuje Strava? Proszę:
[video width="1280" height="960" mp4="https://d2ng42i1vocbzm.cloudfront.net/6008870.mp4"][/video]
No dobrze, czas na plany na 2017. Mam nadzieję, że dopisze zdrowie i budowa już nie będzie mnie tak absorbować...Lecimy:
- zrobić ponad 4000 km
- przejechać brevet 200 km
- zrobić jakąś 5-7 dniową wycieczkę z sakwami przełajem (najchętniej północna Skandynawia ale koszty transportu....pewnie więc coś w Polsce - część Green Velo? albo może Morawy? Zobaczymy)
I starczy. Jak to się uda (szczególnie trudny do osiągnięcia będzie pierwszy punkt) to będę zadowolony. Piękne jest to jak mi się zmieniła optyka. Już celem nie jest jakaś tam średnia, tylko ilość km. A i tak mam dziwne przeczucie, że to się przekuje na przeróżne osiągi co, naprawdę, mam gdzieś.
Wszystkiego rowerowego w 2017!
Komentarze