Zlot podrozerowerowe.info 2017

Na forum podrozerowerowe.info zarejestrowałem się na jesieni 2016 roku. Wyniknęło to trochę z chęci poszukiwania nowej/odnalezienia starej, dobrej drogi jeśli chodzi o jazdę na rowerze. Jak można przeczytać na podstronie o mnie różne były perypetie jeśli chodzi o moje rowerowanie. Na forum natomiast jest sporo tego co mnie najbardziej w tej chwili interesuje: rowerowej włóczęgi. Jest też i sekcja bardziej sportowa, ultramaratony i tym podobne wyczyny.

Dość napisać, że tematyka forum, jak i ludzie których mogłem tam poznać bardzo mi przypasowali. Także gdy okazało się, że istnieje coś takiego jak zlot forum od razu postanowiłem, że chcę się na nim pojawić. A jak do tego wyszło, że zlot odbędzie się w Krzętowie nad Pilicą, czyli jakieś 100 km od mojego domu, klamka zapadła.

Zacząłem zatem szukać jakiegoś rozwiązania, pozwalającego mi spakować się na prawie trzydniowy wyjazd. Najpierw spróbowałem, aby nie wydawać zbyt dużych pieniędzy, zamontować stary bagażnik jeszcze od starego MTB do mojego przełaja. Niestety, okazało się, że bez dokupienia odpowiednich dystansów byłoby to nie możliwe, a bagażnik i tak był już dość ciężki.

No ale od czego rzeczone forum. Poszperałem i okazało się, że jest opcja, która bardziej mi pasuje niż sakwy. To znaczy okaże się pewnie "w praniu" ale spodobała mi się idea bikepacking-u, szczególnie, że raczej na dłużej niż 6-7 dni i tak nie wyjadę. Niestety produkty firm zachodnich są dość drogie ale mamy też rodzimych producentów. Nie tylko są tańsi ale ich rozwiązania są uznawane za całkiem dobre jak nie bardzo dobre a do tego kupując u nich wspieramy naszych rodaków.

Po wielu poszukiwaniach i perypetiach zdecydowałem się na uprząż na kierownicę firmy Triglav. Chciałem też od nich tzw. saddleback'a (więcej o bikepackingu znajdziecie na przykład tutaj: http://www.bikepacking.com/ ) ale niestety okazało się, że nowy model nie wrócił z testów a nie chcieli sprzedawać czegoś, czego nie są pewni. Zrobiło się trochę nerwowo, bo okazało się, że z uprzężą także mogą nie zdążyć przed zlotem.

I tu znów z pomocą przyszło forum. Okazało się, że jeden z kolegów może mi odsprzedać saddleback'a od Rafała, który prowadzi bloga http://wciazwdrodze.blogspot.com/, a który zajmuje się także krawiectwem turystycznym. Do tego jego torby cieszą się dużą popularnością i mają dobre opinie.

Super, bo nie tylko miałem w co się zapakować, to jeszcze trochę zaszczędziłem, a torba nie jest specjalnie sfatygowana. Co prawda musiałem ją nieco doładować, przez co odwłok, jak ja to nazywam, okazał się dość spory, ale z drugiej strony była to niezła okazja do testów.

Trasę na zlot zaplanowałem tak, że miała około 105 km. Powrotna zaś z założenia miała być i była dłuższa. Po prostu w piątek pracowałem z domu i wiedziałem, że nie wyjadę przed 14.30. Wolałem mieć większy zapas czasowy i ze względu na pierwszą tak długą jazdę z saddleback'iem jak również z uwagi na słabe oświetlenie, niechęć do oraz brak doświadczenia w jeździe nocą. Bo o ile dwie tylne lampki mam w sumie nienajgorsze o tyle przednia jest raczej światłem pozycyjnym. Oczywiście miałem jeszcze czołówkę ale, po prostu, chciałem uniknąć jazdy po zmroku.



Początkowo jechało się nawet nadzwyczaj dobrze, a że w głowie miałem chęć dojechania za dnia to i kręciłem, mimo że pod wiatr, z krótkimi tylko przerwami. To, oczywiście odbiło się na mnie na około 80-tym kilometrze. Musiałem przystanąć na 10 minut (poprzednie postoje miały po 3-5 minut, tyle tylko żeby zjeść banana/batona) odpocząc trochę i, oczywiście coś zjeść. Potem już poszło ale generalnie czułem się zmęczony. Sama trasa momentami była bardzo urokliwa. Szczególnie już za Sulejowem, gdy jechałem w górę Pilicy. Piękne tereny!





Mimo to, pierwsza 'stówka' w sezonie, ładna pogoda i radość z jazdy cieszyły na koniec ogromnie.



Na samym zlocie z początku czułem się nieco nieswojo. Miałem wrażenie, że wszyscy się znają. Szczęśliwie od razu złapałem kontakt z jednym z kolegów, z którym wylądowałem w pokoju. Okazało się, że mamy wiele wspólnego.

Następnego dnia pojechaliśmy w kilka osób na wycieczkę 'szosową'. Znakomita większość udała się na wycieczkę typowo krajoznawczą, a spora część skorzystała też ze spływu kajakowego.





Szosowa wycieczka była krótka, z początku leniwa, ale potem było kilka zrywów podczas których dwa razy zgubiłem koło. No mocy nie było, nie ma co ukrywać.



Na koniec piwko pod parasolem lokalnej knajpy i gadki o wszystkim i niczym. Super!

Drogę powrotną zaplanowałem na 115 km i wiedziałem, że nie muszę się spieszyć. Nowo poznany kolega miał jechać na pociąg to Radomska ale postanowił pojechać ze mną pod Piotrków i tam wsiąść w pociąg. Pogoda od rana nie rozpieszczała. Było pochmurno, chłodno, co akurat nawet lubię ale najgorsze, że dość mocno wiało i to...znów w twarz.

Mimo to, po kilkunastu km, obaj zgodnie stwierdziliśmy, że zaskakująco dobrze się jedzie. Średnia co prawda nie powalała, ale nie robiliśmy sobie ciśnień i jechaliśmy typowo turystycznie. Do tego na tym odcinku sporo było całkiem fajnych górek, można więc było sprawdzić się na podjazdach. Około 50 km zaczęliśmy rozglądać się za knajpą celem zjedzenia obiadu. Garmin skierował nas do Woli Krzysztoporskiej, a dokładnie do knajpy przy popularnej 'jedynce'. Oczywiście pojechaliśmy tam bocznymi drogami, a do samej knajpy dostaliśmy się szutrową drogą tak, żeby przez moment nawet nie wjeżdżać na tę nieprzyjazną rowerzystom drogę.



Po obiedzie pożegnaliśmy sie i każdy pojechał w swoją stronę. Ja odbiłem na wschód by wrócić na swój wgrany przedtem ślad, a kolega ruszył na pociąg do Piotrkowa.

Ominąwszy Piotrków od wschodu dalej jechałem lasami okalającymi Zalew Sulejowski. Koniecznie chciałem jechać jak najwięcej inną drogą niż dwa dni wcześniej. Odbiło się to tym, ze na około 70 km wkopałem się w tak piaszczystą leśną drogę, że musiałem iść pieszo. To znaczy mógłbym zawrócić ale z uwagi na niezbyt gęstą sieć dróg w tej okolicy musiałbym zrobić spore koło.



Potem już jechało się fajnie lepszymi i gorszymi asfaltami. Po przekroczeniu S8-ki omijałem Wolbórz od południa. Po kilku km moim oczom ukazał się zakaz wjazdu ze względu na przebudowę drogi, którą miałem jechać. Po ocenie sytuacji wyszło mi, że póki co jest troche asfaltu zerwanego i trochę piasku rosypanego. Dam radę. Tak, tylko po kolejnych 2 km okazało się, że dalej asfalt jest totalnie zryty, a powstały rów zasypany grubą warstwą luźnego piasku. W chodniku zaś były około metrowej głębokości dziury przy każdej latarni, czyli co kilkanaście metrów....znów czekał mnie zatem spacer.



Gdy udało mi się wydostać z tego placu budowy i zobaczyłem, że dalej znów jest znak zakazu wjazdu postanowiłem odbić z planowanej trasy. I to był dobry pomysł, dalej nie spotkały mnie już podobne niespodzianki. Walcząc z momentami bardzo porywistym wiatrem, dotarłem do domu. Co ciekawe, byłem znacznie mniej zmęczony niż po drodze na zlot. A wiało tym razem naprawdę znacznie mocniej. Pewnie brak ciśnienia i jechanie "swojego" miało na to wpływ.

Generalnie więc wyjazd udany, udało sie poznać kilka ciekawych osób, przejechać sporo jak na mnie kilometrów i wypróbować saddlebag'a. Ten spisał się bardzo dobrze. Troszkę nim bujało, ale jak porównywałem z innymi uczestnikami zlotu, mój był znacznie bardziej wypełniony. Można powiedzieć, że na maksa.

[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_999014579_1495398396583.mp4"][/video]

 

[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_999012330_1495398421448.mp4"][/video]

 

[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_999016515_1495397829824.mp4"][/video]

Komentarze

Popularne posty