Sverige #9

Za oknem plucha, Karolina ucina sobie drzemkę, jest więc czas żeby coś napisać.

Po pięciu tygodniach regularnego jeżdżenia na rowerze, codziennie kilka km do pracy i dwa, rzadziej raz w tygodniu szosą na wycieczki po okolicach, mogę pokusić się o kilka spostrzeżeń zaobserwowanych z wysokości siodełka. O infrastrukturze nie będę truł, bo już o tym pisałem. Bezkolizyjne skrzyżowania ścieżek z większymi skrzyżowaniami, wszystkie ścieżki asfaltowe, ot normalna tutaj sprawa. Ciekawe jest za to zachowanie innych uczestników ruchu w stosunku do rowerzystów. Temat, przynajmniej w Łodzi, dość gorący.

Zdarzyło mi się już kilka razy, że jechałem ścieżką rowerową biegnącą wzdłuż drogi, nagle pojawiał się na tej drodze samochód jadący w tym samym kierunku, który zwalniał i jechał w zasadzie z moją prędkością. Pierwszy raz zastanawiałem się czy coś jest nie tak, może coś robię źle, albo coś zgubiłem, i wpatrywałem się w kierowcę, czy aby nie daje mi jakichś znaków. Teraz już wiem, że taki delikwent chce po prostu skręcić w prawo w najbliższą ulicę i dlatego zwalnia, a potem się zatrzymuje, żebym ja sobie bezstresowo przejechał...Jest to o tyle w sumie dziwne, że gdybym ja był za kierownicą tych aut (bo spotkało mnie to już kilka razy) zdążyłbym spokojnie skręcić przed rowerzystą i to zupełnie go nie stresując. Cóż, to pokazuje ich podejście do bezpieczeństwa i kulturę.

[caption id="attachment_979" align="aligncenter" width="300"]DCIM100GOPRO DCIM100GOPRO[/caption]

Zdarza się także, że jadę ścieżką rowerową, która ma rozgałęzienie umożliwiające przejazd przez ulicę wzdłuż której biegnie i auto jadące tą ulicą zwalnia niemal do zera, nawet jeśli nie sygnalizuję skrętu, bo a nuż jednak będę skręcał. Ale hitem było to, co spotkało mnie w zeszłym tygodniu. Pokonywałem skrzyżowanie pośrodku niczego, same pola, ja jadę drogą podporządkowaną, mam znak "stop". Z obu stron po drodze z pierwszeństwem przejazdu jadą auta, zaczynam zwalniać przed skrzyżowaniem, patrzę na te samochody i widzę, że zwalniają i dają znać "długimi" żebym jechał...To tyle jeśli chodzi o spostrzeżenia z jazdy rowerami.

Ostatnio ruszyliśmy także poza Linko, a dokładnie postanowiliśmy zwiedzić Norrkoping. Miasto to nazywane jest m.in. Manchesterem Szwecji, toteż ma trochę wspólnego z moją rodzinną Łodzią. Także rozwinęło się dzięki przemysłowi włókienniczemu i także przeszło kryzys po upadku fabryk. Stare fabryki zostały rewitalizowane i obecnie mieszczą się w nich biura, muzea czy odpowiednik naszej OFF Piotrkowskiej. Z tym, że tam wszystko jest już zrobione, kamienice są ładnie odrestaurowane, a fabryki nie zostały zamienione w centrum handlowe. Fakt, że jest ich mniej i może z tego to wynika.

DSC_6164

Miasto leży nad rzeką Motalą i dzięki temu ma super klimat. Potworzone są wodospady, kładki biegnące wzdłuż fabrycznych murów tuż nad rzeką, czy strumyki biegnące wzdłuż głównej rzeki, w miejscach przeznaczonych do odpoczynku i zabaw dla dzieci. Ciekawostką jest, że Norrkoping ma ok. 80 tys mieszkańców, podczas gdy Linkoping ok. 100 tys, a wrażenie jest odwrotne. W tym pierwszym są kamienice, tramwaje, generalnie wydaje się bardziej miejskie, podczas gdy Linko to oaza spokoju, bez charakterystycznych dla XIX-wiecznych miast zabudowań.

DSC_6221

Słowa słowami, zapraszam jednak do obejrzenia galerii zdjęć, które mogą oddać nieco więcej niż pobieżny opis.

Komentarze

Popularne posty