Camerimage - odsłona druga

Camerimage dla kinomaniaków może na pewno wyrosnąć na festwial, że tak powiem, ciekawy. Już przed dzisiejszym seansem podsłuchałem rozmowę dwóch obcokrajowców nt...lektorów. Tak, tak drodzy Państwo, lektorów. I nie były to pochlebne opinie. Otóż dzisiejszy film (Caravaggio) posiadał napisy angielskie, natomiast dla widzów tylko polskojęzycznych na sali pojawił się lektor. Taki żywy normalnie facet :). I czytał. Prawie jak w niemym kinie. Najfajniej było jak raz pomylił kartki, a potem jak pod koniec mu ich...zabrakło. W sumie śmieszna, może kiedyś kultowa rzecz, jak na międzynarodowy festiwal.

Osobiście uważam też, że mam pecha do jakiejś cholernej, podziurawionej kolczykami pindy, która ciągle sms-uje. Siedziała wczoraj koło mnie i dziś także...to naprawdę pech, biorąc pod uwagę, że: a) każdy ma bilet na swoje miejsce; b) wczoraj siedziałem gdzie indziej.
Mam nadzieję, że jutro jej nie zobaczę, bo lektora się nie spodziewam..idę na polski film :).

Komentarze

Popularne posty