Do źródeł Rawki i Lipiec Reymontowskich

Pogoda ostatnio nie rozpieszcze i nie inaczej ma być w nadchodzącym tygodniu. To znaczy w poprzedni weekend było bardzo ładnie, aura jak latem ale akurat wtedy się przeprowadzaliśmy i nie było czasu na rower.

Udało się jednak, mimo pochmurnej i dość zniechęcającej pogody, pokręcić w ten weekend. Już jakiś czas temu zaprojektowałem sobie wycieczkę przez rezerwat źródeł Rawki, Jeżów, Lipce Reymontowskie do Niesułkowa i powrót przez Brzeziny do domu. To znaczy, tak naprawdę pierwszy plan nie zakładał podjechania do samych źródeł Rawki, szczególnie, ze narzędzie w kórym planuję trasy zalecało inna drogę. Jednak po wjeździe w obszar leśny wokół rezerwatu okazało się, że jest super droga, która można dojechać prawie do samych źródeł wzmiankowanej rzeki.



Generalnie trasa zaplanowana tak, żeby najpierw jechać lasami i zbyrami, a wracać raczej asfaltami. Co prawda wycieczka na niespełna 90km ale po dłuższej przerwie to jednak było dla mnie na tyle sporo, że wolałem, jak się potem okazało słusznie, pojechać końcówkę lepszymi drogami.

Już kilkaset metrów od domu miałem ciekawe spotkanie. Z jednego z nieogrodzonych ogródków działkowych wybiegł kozioł sarny. Dosłownie kilka metrów ode mnie. Zatrzymałem się, on również. Ja na drodze, on w pobliskich krzakach. Popatrzyliśmy na siebie i każdy udał się w swoją stronę. Niestety...aparat się za długo włączał, a telefon, ze względu na dżdżystą pogodę miałem w folii.

O bażantach nawet nie wspomniam tyle jest tego w okolicy naszego domu. Kilkanaście kilometrów później spotkałem jeszcze drapieznego ptaka. Nie podejmę się zgadywania czy to był sokół, jastrząb czy inny myszołów, nie znam się. Było to o tyle inne spotkanie od dotychczasowych, że siedział na gałęzi drzewa, którą minąłem w odległości dwóch, może trzech metrów. Zauważyłem go w ostatniej chwili, niemal kątem oka.

Z ciekawych miejsc odwiedziłem Lipce Reymontowskie. Tu popas i  fota pod Muzeum Czynu Zbrojnego i obowiązkowo (byłem tam kilka lat temu szosą) pod "muralem" na jednym z domów.





 

W Niesułkowie zaś obejrzałem z zewnątrz bardzo ładny kościół drewniany.



Pod koniec noga była ciężka. Czułem, że przerwa była za długa. Pewnie jutro by podawała, ale jutro...brak czasu a i wiać ma jak smok.

Tym razem udało się zrobić około 88 km. Mam nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą i da się jeszcze w tym tygodniu pojeździć.

 

[video width="1280" height="960" mp4="https://video.relive.cc/strava_935315038_1491771255355.mp4"][/video]

Komentarze

Popularne posty