Sverige #11 - epilog
Specjalnie zwlekałem z tym wpisem. Nie chciałem uzewnętrzniać sie "na gorąco" zaraz po powrocie do kraju. Minął jednak miesiąc i w zasadzie chyba jestem gotów podsumować naszą rodzinną przygodę z mieszkaniem w Szwecji.
Ponieważ jednak ostatni wpis poczyniłem bardzo dawno, zacznę od krótkiego opisu tego co działo się w czerwcu i lipcu. Przede wszystkim na dobre rozkręcił się sezon grillowy i udało nam się zorganizować ze znajomymi grilla w rezerwacie leżącym nieopodal domu. W takich miejscach jak rezerwaty właśnie, czy lasy często są specjalnie wyznaczone miejsca piknikowe. To, z którego skorzystaliśmy miało dwa stoły, ławy, palenisko z rusztem, wokół paleniska ławki i zapas drewna. Często przechodziłem tamtędy z Karolcią na spacerach i drewno było zawsze. Prawdopodobnie uzupełniają je wyznaczone do tego typu prac słuzby.
Poza tym zwiedziliśmy Motalę, miejsce z którego startuje najbardziej bodaj popularny maraton rowerowy w Europie. Liczy on sobie 300 km i wiedzie wokół jeziora Vattern. Miejsca na maraton rozchodzą się błyskawicznie a każdego roku bierze w nim udział około 20 tys uczestników! W mieście czuć atmosferę maratonu nawet już kilka miesięcy po jego zakończeniu. Na przykład żywopłoty w parku nad jeziorem przystrzyżone sa na kształt rowerów.
W samej Motali zwiedziliśmy Muzeum Motoryzacji, choć nie tylko samochody i motocykle można tam zobaczyć. Jest cała sala poświęcona odbiornikom radiowym i telewizyjnym. Zdjęcia można zobaczyć tutaj.
Poza tym pogoda latem nie rozpieszczała. O ile temperatury nie były może najgorsze o tyle często albo mocno wiało albo padało, także wycieczek rowerowych było paradoksalnie mniej niż w poprzedzających miesiącach.
W końcu jednak przyszedł czas pożegnać się ze Szwecja i wrócić do kraju. Wcześniej, przez kilka tygodni w ramach oswajania się ze zderzeniem z własnym krajem, czytałem informacje w sieci na temat tego co się dzieje w Polsce. To co się rzucało w oczy to ogromna ilość informacji o wypadkach śmiertelnych na drogach. Z perspektywy to wygląda naprawdę tragicznie. No ale co się dziwić, jako naród jeździmy fatalnie. Nie żeby Szwedzi byli jacyś swięci. Owszem, przekraczają dozwoloną prędkość ale nigdy w terenie zabudowanym (przynajmniej ja się nie spotkałem w przeciągu ponad 5 miesięcy). Jeśli już to jeżdżą szybciej niż prawo na to pozwala na autostradach i drogach krajowych. Ja już nie wspomnę o ile szybciej (a maksymalna dozwolona prędkość w Szwecji to 120 km/h na autostradach) bo nawet nie o to chodzi. Chodzi o to jak się przy tym zachowują na drogach. Nigdy nie widziałem czegoś, co w naszym burackim kraju jest nagminne: siedzenie komuś "w bagazniku". Takie zachowanie świadczy o tym, że idiota prowadzący taki pojazd nie powinien skończyć szkoły podstawowej, gdyż nie ma bladego pojęcia o fizyce, że o wyobraźni nie wspomnę. Oczywiście nie powinien mieć tez prawa jazdy. Myślę, że wiąże się to z kulturą jazdy i szacunkiem do siebie nawzajem i do życia. U nas te trzy rzeczy nie występują po prostu.
I, oczywiście, na autostradzie w Polsce, gdy wyprzedzaliśmy TIRa od razu jakiś debil wsiadł mi na zderzak. Ponieważ jednak pełno było jeszcze we mnie "Szwecji" więc po prostu zlałem człowieka.
Niestety po ponad miesiącu w tym kraju jestem niemal tak sfrustrowany jak więszkość moich rodaków i teraz pewnie zwolniłbym do prędkości TIRa i przytrzymał trochę barana.
Właśnie, starczył miesiąc, a już z Agnieszką tęsknimy za...Szwecją. Oczywiście brakowało nam tam przyjaciół i rodziny ale żyło się znacznie spokojniej i przyjemniej. Początkowo myśleliśmy, że to przez budowę domu, że mamy tyle obowiązków w Polsce i stąd to zmęcznie wszystkim dookoła i w ogóle brak czasu i szarpanie...ale nie, to nie to. Po prostu w naszej Ojczyźnie, w momencie gdy przekraczasz próg domu, automatycznie jesteś na wojnie. Kierowcy vs rowerzyści, rowerzyści vs piesi, pis vs po, policja vs ludzie, kibice 'x' vs kibice 'y'...My bez wojny żyć nie potrafimy, co widać nawet po naszej historii. Masakra.
Oczywiście Szwecja nie jest jakimś cudownym krajem. Przez swoją poprawność polityczną Szwedzi sami sobie robia krzywdę przyjmując do kraju kogo popadnie. Chociaż widać pewne przebudzenie i powoli coraz większym poparciem cieszy sie partia centroprawicowa. Dopóki jednak byłem tam w delegacji i nie musiałem płacić tam podatków to w zasadzie było mi to obojętne. Mogłem się tylko dziwić ale przecież to ich sprawa.
Do tego trzeba pamiętać, ze Linkoping to jednak niewielkie około 100 tys. miasto. Owszem, widać żebraków pod każdym większym sklepem ale w samym mieście nie czuje się jakoś najazdu agresywnych hord z afryki północnej. Z drugiej jednak strony jest cała dzielnica a w zasadzie dwie, gdzie sami Szwedzi raczej odradzają spacery. Wiele się też zmieniło jeśli chodzi o bezpieczeństwo mienia. Z tego co mówili pracownicy firmy, w której pracowałem, jeszcze kilka lat temu nie zamykało się aut na parkingu firmowym, teraz już trzeba.
Ciekawa jest też historia, która zdarzyła się kilka lat temu, gdy przy wjeździe do wspomnianej już dzielnicy, jej mieszkańcy, czyli imigranci z Afryki, zatrzymywali auta do kontroli...a policja stała po drugiej stronie ulicy i bała się zaregować.
Ja osobiście takich scen nie widziałem ale nie mam powodu by nie wierzyć ludziom, którzy tam mieszkają. Cóż, przyjdzie czas, że nawet ich cierpliwość się skończy.
Jeśli jednak mógłbym (a raczej nie miałbym z tym problemu) tam pracować i żyć, to czemu nie. Bardzo ważnym argumentem są warunki do wychowania dzieci. I nie chodzi o żaden socjal czy prawo sprzyjające rodzicom. Nota bene u nas nie jest ono takie złe, od kiedy jest roczny macierzyński. Wracając do tematu, my przecież nie mogliśmy i nie korzystaliśmy z żadnych udogodnień finansowo-prawnych. Ale ogólne poczucie bezpieczeństwa, także na ulicy, dużo zieleni, szerokie chodniki, ilość placów zabaw, ułatwienia dla wózków to wszystko powoduje, że rodzic wie, że jego dziecku jest tam po prostu dobrze.
Być może to kwestia tego konkretnego miasta, lub miast tej wielkości ogółem. Trudno mi powiedzieć, choć możliwe, że w takim Linkoping żyje się jednak spokojniej niż w Sztokholmie czy Malmoe.
I w zasadzie życzę każdemu żeby miał okazję spróbować pomieszkać choć kilka miesięcy w innym kraju z rodziną, jeśli posiada, czy samemu, wedle "potrzeb". Warto, tylko...ciężko potem żyć w naszym kraju.
Ponieważ jednak ostatni wpis poczyniłem bardzo dawno, zacznę od krótkiego opisu tego co działo się w czerwcu i lipcu. Przede wszystkim na dobre rozkręcił się sezon grillowy i udało nam się zorganizować ze znajomymi grilla w rezerwacie leżącym nieopodal domu. W takich miejscach jak rezerwaty właśnie, czy lasy często są specjalnie wyznaczone miejsca piknikowe. To, z którego skorzystaliśmy miało dwa stoły, ławy, palenisko z rusztem, wokół paleniska ławki i zapas drewna. Często przechodziłem tamtędy z Karolcią na spacerach i drewno było zawsze. Prawdopodobnie uzupełniają je wyznaczone do tego typu prac słuzby.
Poza tym zwiedziliśmy Motalę, miejsce z którego startuje najbardziej bodaj popularny maraton rowerowy w Europie. Liczy on sobie 300 km i wiedzie wokół jeziora Vattern. Miejsca na maraton rozchodzą się błyskawicznie a każdego roku bierze w nim udział około 20 tys uczestników! W mieście czuć atmosferę maratonu nawet już kilka miesięcy po jego zakończeniu. Na przykład żywopłoty w parku nad jeziorem przystrzyżone sa na kształt rowerów.
W samej Motali zwiedziliśmy Muzeum Motoryzacji, choć nie tylko samochody i motocykle można tam zobaczyć. Jest cała sala poświęcona odbiornikom radiowym i telewizyjnym. Zdjęcia można zobaczyć tutaj.
Poza tym pogoda latem nie rozpieszczała. O ile temperatury nie były może najgorsze o tyle często albo mocno wiało albo padało, także wycieczek rowerowych było paradoksalnie mniej niż w poprzedzających miesiącach.
W końcu jednak przyszedł czas pożegnać się ze Szwecja i wrócić do kraju. Wcześniej, przez kilka tygodni w ramach oswajania się ze zderzeniem z własnym krajem, czytałem informacje w sieci na temat tego co się dzieje w Polsce. To co się rzucało w oczy to ogromna ilość informacji o wypadkach śmiertelnych na drogach. Z perspektywy to wygląda naprawdę tragicznie. No ale co się dziwić, jako naród jeździmy fatalnie. Nie żeby Szwedzi byli jacyś swięci. Owszem, przekraczają dozwoloną prędkość ale nigdy w terenie zabudowanym (przynajmniej ja się nie spotkałem w przeciągu ponad 5 miesięcy). Jeśli już to jeżdżą szybciej niż prawo na to pozwala na autostradach i drogach krajowych. Ja już nie wspomnę o ile szybciej (a maksymalna dozwolona prędkość w Szwecji to 120 km/h na autostradach) bo nawet nie o to chodzi. Chodzi o to jak się przy tym zachowują na drogach. Nigdy nie widziałem czegoś, co w naszym burackim kraju jest nagminne: siedzenie komuś "w bagazniku". Takie zachowanie świadczy o tym, że idiota prowadzący taki pojazd nie powinien skończyć szkoły podstawowej, gdyż nie ma bladego pojęcia o fizyce, że o wyobraźni nie wspomnę. Oczywiście nie powinien mieć tez prawa jazdy. Myślę, że wiąże się to z kulturą jazdy i szacunkiem do siebie nawzajem i do życia. U nas te trzy rzeczy nie występują po prostu.
I, oczywiście, na autostradzie w Polsce, gdy wyprzedzaliśmy TIRa od razu jakiś debil wsiadł mi na zderzak. Ponieważ jednak pełno było jeszcze we mnie "Szwecji" więc po prostu zlałem człowieka.
Niestety po ponad miesiącu w tym kraju jestem niemal tak sfrustrowany jak więszkość moich rodaków i teraz pewnie zwolniłbym do prędkości TIRa i przytrzymał trochę barana.
Właśnie, starczył miesiąc, a już z Agnieszką tęsknimy za...Szwecją. Oczywiście brakowało nam tam przyjaciół i rodziny ale żyło się znacznie spokojniej i przyjemniej. Początkowo myśleliśmy, że to przez budowę domu, że mamy tyle obowiązków w Polsce i stąd to zmęcznie wszystkim dookoła i w ogóle brak czasu i szarpanie...ale nie, to nie to. Po prostu w naszej Ojczyźnie, w momencie gdy przekraczasz próg domu, automatycznie jesteś na wojnie. Kierowcy vs rowerzyści, rowerzyści vs piesi, pis vs po, policja vs ludzie, kibice 'x' vs kibice 'y'...My bez wojny żyć nie potrafimy, co widać nawet po naszej historii. Masakra.
Oczywiście Szwecja nie jest jakimś cudownym krajem. Przez swoją poprawność polityczną Szwedzi sami sobie robia krzywdę przyjmując do kraju kogo popadnie. Chociaż widać pewne przebudzenie i powoli coraz większym poparciem cieszy sie partia centroprawicowa. Dopóki jednak byłem tam w delegacji i nie musiałem płacić tam podatków to w zasadzie było mi to obojętne. Mogłem się tylko dziwić ale przecież to ich sprawa.
Do tego trzeba pamiętać, ze Linkoping to jednak niewielkie około 100 tys. miasto. Owszem, widać żebraków pod każdym większym sklepem ale w samym mieście nie czuje się jakoś najazdu agresywnych hord z afryki północnej. Z drugiej jednak strony jest cała dzielnica a w zasadzie dwie, gdzie sami Szwedzi raczej odradzają spacery. Wiele się też zmieniło jeśli chodzi o bezpieczeństwo mienia. Z tego co mówili pracownicy firmy, w której pracowałem, jeszcze kilka lat temu nie zamykało się aut na parkingu firmowym, teraz już trzeba.
Ciekawa jest też historia, która zdarzyła się kilka lat temu, gdy przy wjeździe do wspomnianej już dzielnicy, jej mieszkańcy, czyli imigranci z Afryki, zatrzymywali auta do kontroli...a policja stała po drugiej stronie ulicy i bała się zaregować.
Ja osobiście takich scen nie widziałem ale nie mam powodu by nie wierzyć ludziom, którzy tam mieszkają. Cóż, przyjdzie czas, że nawet ich cierpliwość się skończy.
Jeśli jednak mógłbym (a raczej nie miałbym z tym problemu) tam pracować i żyć, to czemu nie. Bardzo ważnym argumentem są warunki do wychowania dzieci. I nie chodzi o żaden socjal czy prawo sprzyjające rodzicom. Nota bene u nas nie jest ono takie złe, od kiedy jest roczny macierzyński. Wracając do tematu, my przecież nie mogliśmy i nie korzystaliśmy z żadnych udogodnień finansowo-prawnych. Ale ogólne poczucie bezpieczeństwa, także na ulicy, dużo zieleni, szerokie chodniki, ilość placów zabaw, ułatwienia dla wózków to wszystko powoduje, że rodzic wie, że jego dziecku jest tam po prostu dobrze.
Być może to kwestia tego konkretnego miasta, lub miast tej wielkości ogółem. Trudno mi powiedzieć, choć możliwe, że w takim Linkoping żyje się jednak spokojniej niż w Sztokholmie czy Malmoe.
I w zasadzie życzę każdemu żeby miał okazję spróbować pomieszkać choć kilka miesięcy w innym kraju z rodziną, jeśli posiada, czy samemu, wedle "potrzeb". Warto, tylko...ciężko potem żyć w naszym kraju.
Komentarze