Sverige #7
Na początek trochę sobie posłodzę. Było mi bardzo miło usłyszeć od kilku osób, że czytali mojego bloga i czekają na kolejne wpisy. Postaram się Was nie zawieść i od czasu do czasu coś nabazgrać. Pewnie zwiększy się ilość opisów wycieczek tak rowerowych, wziąłem swoje oba rowery, jak i pieszych dokonywanych całą rodzinką.

Jak zauważyliście, przez półtora miesiąca pobytu w Polsce nie było żadnego wpisu. Z kilku powodów. Po pierwsze nawał spraw do załatwienia w związku z budową i przygotowaniami do tego wyjazdu, a po drugie...musiałbym opisywać rzeczy które mnie frustrują w naszym kraju i do tego pisząc byłbym sam sfrustrowany...kto chciałby to czytać?
Ten post rozpoczyna serię drugą, że tak to nazwę, wiosenno-letnią. Jedyne co mógłbym póki co opisać to podróż. Ta, na szczęście, znów minęła spokojnie.

To co jest oczywiście w innym stadium, to przyroda. Już podróżując autem przez Szwecję mogliśmy przekonać się, że ta obudziła się do życia. Na jednej z dróg przed łukiem, auto jadące z naprzeciwka dało mi znać "długimi". Pomyślałem, że chodzi o kontrolę policyjną i zbytnio się nie przejąłem, bo jechałem zgodnie z przepisami. Jednak nie o to chodziło. Za zakrętem, na samym środku naszego pasa ruchu stał sobie ptak. Nielot, większego w naturze w życiu nie widziałem. Na pewno większy od naszego bażanta. Oczywiście zwolniłem i wyminąłem ptaszysko, które zupełnie nic sobie z tego nie zrobiło. Dopiero po manewrze wymijania, widziałem w lusterku, że niespiesznie oddala się w stronę lasu.
[caption id="attachment_959" align="aligncenter" width="300"]
DCIM100GOPRO[/caption]
W samym Linkoping też jest już zielono, słychać mewy i inne ptaki. Nie pytajcie mnie skąd mewy w środku lądu, to chyba jakieś słodkowodne wersje, a jezior tu nie brakuje. No i coś co się, na szczęście, nie zmieniło. Proste, równe chodniki, asfaltowe, wygodne ścieżki rowerowe, drogi bez dziur (tę jedną, którą pamiętam z marca załatali) i taki normalny spokój. To generalnie się chyba normalność nazywa. Fajnie, że możemy jej trochę zażyć.

A co do ptaków jeszcze. Wczoraj byliśmy już na krótkim spacerze z Małą i w drodze powrotnej kilka metrów przed nami przez drogę przebiegł podobny nielot do tego opisywanego powyżej. Przebiegł, po czym wskoczył/wleciał komuś na balkon, a dokładnie na balustradę....dziki kraj.
To tyle tytułem wstępu. Do przeczytania!
Jak zauważyliście, przez półtora miesiąca pobytu w Polsce nie było żadnego wpisu. Z kilku powodów. Po pierwsze nawał spraw do załatwienia w związku z budową i przygotowaniami do tego wyjazdu, a po drugie...musiałbym opisywać rzeczy które mnie frustrują w naszym kraju i do tego pisząc byłbym sam sfrustrowany...kto chciałby to czytać?
Ten post rozpoczyna serię drugą, że tak to nazwę, wiosenno-letnią. Jedyne co mógłbym póki co opisać to podróż. Ta, na szczęście, znów minęła spokojnie.
To co jest oczywiście w innym stadium, to przyroda. Już podróżując autem przez Szwecję mogliśmy przekonać się, że ta obudziła się do życia. Na jednej z dróg przed łukiem, auto jadące z naprzeciwka dało mi znać "długimi". Pomyślałem, że chodzi o kontrolę policyjną i zbytnio się nie przejąłem, bo jechałem zgodnie z przepisami. Jednak nie o to chodziło. Za zakrętem, na samym środku naszego pasa ruchu stał sobie ptak. Nielot, większego w naturze w życiu nie widziałem. Na pewno większy od naszego bażanta. Oczywiście zwolniłem i wyminąłem ptaszysko, które zupełnie nic sobie z tego nie zrobiło. Dopiero po manewrze wymijania, widziałem w lusterku, że niespiesznie oddala się w stronę lasu.
[caption id="attachment_959" align="aligncenter" width="300"]
W samym Linkoping też jest już zielono, słychać mewy i inne ptaki. Nie pytajcie mnie skąd mewy w środku lądu, to chyba jakieś słodkowodne wersje, a jezior tu nie brakuje. No i coś co się, na szczęście, nie zmieniło. Proste, równe chodniki, asfaltowe, wygodne ścieżki rowerowe, drogi bez dziur (tę jedną, którą pamiętam z marca załatali) i taki normalny spokój. To generalnie się chyba normalność nazywa. Fajnie, że możemy jej trochę zażyć.
A co do ptaków jeszcze. Wczoraj byliśmy już na krótkim spacerze z Małą i w drodze powrotnej kilka metrów przed nami przez drogę przebiegł podobny nielot do tego opisywanego powyżej. Przebiegł, po czym wskoczył/wleciał komuś na balkon, a dokładnie na balustradę....dziki kraj.
To tyle tytułem wstępu. Do przeczytania!
Komentarze