Tunezja

Nie będę tu opisywał co się wydarzyło dzień po dniu. Taką relację miałem prowadzić wysyłając na bloga MMS-y wprost z telefonu. I udało się. Połowicznie. Dopóki w górskiej oazie Chebika nie zgubiłem/skradziono mi telefonu…Nie będzie to także klasyczna relacja. Ot, kilka praktycznych uwag i może też ciekawszych sytuacji. Jeszcze tylko wspomnę, że – jak większość osób – uważałem Tunezję za kraj mało ciekawy, taki raj dla plażowiczów. Nieprawda, jest tam wiele fantastycznych miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to coś czego nie znalazłem przed wyjazdem do Tunezji w żadnym przewodniku, na żadnym forum, nigdzie. Otóż przed przekroczeniem granicy należy wypełnić specjalną kartę (meldunkową?), z podstawowymi danymi. Karty te są rozdawane już w samolocie (niezależnie od linii) i warto ją wypełnić podczas lotu, żeby oszczędzić sobie tej czynności na lotnisku. Oczywiście jeśli jakimś cudem w naszym samolocie nie rozdawano by tych kart, bądź zgubilibyśmy swoją w ferworze wysiadania z samolotu, możemy ją otrzymać na lotnisku. Najtaniej oczywiście wykupić wycieczkę z jakiegoś biura. Sam przelot kosztuje tyle, że po prostu taka opcja się nie kalkuluje. Z miejscowości, które miałem przyjemność zobaczyć polecam wybrać hotel położony w Port El Kantaoui lub Monastirze. Hotel, w którym mieszkaliśmy mieści się w Sousse. Poza tym, że miasto ma naprawdę piękną Medynę (stare miasto), to poza tym jest jednym wielkim śmierdzącym śmietniskiem. Przejdźmy do spraw przyjemniejszych. Jeśli ktoś chce zobaczyć prawdziwą Tunezję, powinien ruszyć się ze wschodniego wybrzeża w głąb kraju. Polecam wszystko co tam zobaczyłem. Niestety, najpierw trzeba przejechać przez tę mniej ciekawą część Tunezji, gdzie jedzie się głównie wśród gajów oliwnych. Brzmi nieźle? Może i tak, gdyby nie fakt, że gaje te zawalone są śmieciami…dosłownie. Wszędzie latają foliówki i porozrzucane są plastikowe butelki. Niestety, Tunezyjczycy nie są czystym narodem. Zaczynając od miejsc dość bliskich jeśli chodzi o odległość od wybrzeża, na pewno warto zobaczyć amfiteatr w El Jem oraz Kairouan, miejsce pielgrzymek muzułmanów. Amfiteatr został zbudowany w 230 roku n.e. i był trzecim co do wielkości w Imperium Rzymskim. Obecnie jest najlepiej zachowanym amfiteatrem rzymskim po Koloseum. Mieścił 30000 widzów i ponoć na jego arenie kręcono sceny do Gladiatora. Kairouan to muzułmański odpowiednik naszej Częstochowy i czwarte, po Mekce, Medynie i Jerozolimie pod względem ważności miejsce pielgrzymek w religii islamu. Nieco dalej od nastawionego na plażowiczów wschodu znajdują się inne ‘perełki’ Tunezji. I tak w górach Matmata możemy zobaczyć domostwa Berberów, zwanych tu także Troglodytami. Są one wydrążone w piaskowcowej skale. Tak jak na przykład to: Kolejnym wartym odwiedzenia przystankiem jest oaza Douz, zwana też ‘bramą Sahary’. Jest to jedna z wielu stworzonych przez człowieka oaz. Oazy dzielą się na morskie, lądowe i górskie, w zależności oczywiście od ich położenia oraz na naturalne i sztuczne – większość zalicza się do tych drugich. Stąd rusza większość organizowanych dla turystów wycieczek na Saharę. My odbyliśmy godzinną przejażdżkę wielbłądem po tej pustyni i zdecydowanie polecam, jeśli ktoś ma czas, na opcję dwu, lub nawet kilku dniową z noclegami. Niedaleko Douz znajduje się Wielki Szott – największe w Afryce Północnej słone jezioro. Generalnie, poza kilkoma kałużami, nie ma w nim wody. Jedynie raz na kilka lat spada tu obfity deszcz i wtedy położona pod poziomem morza niecka jeziora zapełnia się deszczówką. Przez środek jeziora poprowadzona jest grobla, przez którą prowadzi szosa. Obecnie z dna pozyskuje się sól przemysłową. Jego krajobrazy zostały wykorzystane do kręcenia niektórych scen Gwiezdnych Wojen. Po drugiej stronie jeziora znajdują się przedgórza Atlasu Saharyjskiego.Tędy prowadzi jeden z etapów rajdu Paryż-Dakar. Jeśli ktoś ma taką możliwość, polecam przejechanie się tą ‘drogą’ jeepem, a w zasadzie Toyotą Land Cruiser, gdyż te auta są tam najbardziej popularne. Kierowcy nie oszczędzają sprzętu, a podjechanie pod stromą wydmę i zjechanie z niej przypominające bardziej swobodny spadek, pozostawiają niezapomniane wrażenia.



Tym samym środkiem transportu można dostać się do wioski Georga Lucasa – pozostałości scenografii, w której kręcono zdjęcia do Gwiezdnych Wojen. W samym Atlasie Saharyjskim leżą dwie, naturalne oazy. Odwiedziliśmy jedną z nich – Chebikę. Pośród rozżarzonych słońcem piaskowcowych pagórków, wzdłuż płynącego potoku, gdzieniegdzie przechodzącego w wodospady, rośnie zielony las palmowy. Woda w tworzących się pod wodospadami rozlewiskach jest turkusowa jak z reklamy jednego z popularnych batonów. W położonych u wejścia do oazy barach można zauważyć napisy po polsku, a w tle leci reggae. Podsumowując tę suchą jak Sahara relację:): Tunezja jest zdecydowanie warta odwiedzenia. Inna kultura, inna mentalność ludzi, wspaniałe zabytki, Sahara i półpustynie. Ale także piękne plaże i ciepłe morze. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Czy pojechałbym tam ponownie? Jeśli bym nie był, na pewno. A teraz? Cóż, na kilkudniową wycieczkę na Saharę, bądź zobaczyć północ Tunezji – czemu nie.

Komentarze

Popularne posty